Mołdawska Rewolucja albo monitory Newella w Mołdowie

Główną ideą książki Filipa Newella “Project Studios: A More Professional Approach” (Project-studia: Маленькие студии для больших записей.−Winnica, 2002) jest twierdzenie, że przy prawidłowym, zrównoważonym podejściu można osiągnąć fachowej jakości nawet w niewielkich domowych studiach. Studio, o które będzie mowa w tym artykule, widoczna tym, że jest wcieleniem tej idei, jak mówią, w czystym wyglądzie. A ten fakt, że to studio zostało zbudowane nie gdziekolwiek w stołecznym mieście, a w rejonowym centrum Mołdowy Anenii Noi (Nowe Aneny), tylko podkreśla prawość autora książki (zdjęcie 1).

Jeśli mówić krótko, po zakończeniu budownictwa właściciel studia musi otrzymać kontrolny pokój z monitoringem wysokiej rozdzielności i sale tonowe z potrzebnymi akustycznymi parametrami. Inżyniery dźwięku i muzycy muszą odczuwać w studiie komfort, zwłaszcza akustyczny. Na żal, praktyka pokazuje, że budżet budowanego studia jest aczkolwiek ważnym faktorem, ale nie głównym. Nieraz należało widzieć studia w których umowy monitoringu są przyniesione do ofiary jakimś zewnętrznym atrybutom, przedstawicielskiej drożyznie i pewnemu pafosu. Ależ właśnie monitoring jest instrumentem inżynieru dźwięku, właśnie on dużo w czym określa klasę studia i określa jakość przyszłych nagrań.

Zwłaszcza często właśnie nieprawidłowo rozstawione priorytety są przyczyną nie efektywnego wykorzystania kosztów. To dotyczy nie tylko studiów, ale, na przykład, i instalacji dźwiękowego wyposażenia. Jeśli projekt podobnej instalacji jest zamówiony u jakiejś firmy-dystrybutora, trzeba być przygotowanym do tego, że głównym priorytetem dla ich będzie nie obiektywizm, a zastanawianie się do przesuwania wyposażenia tych marek, które ten dystrybutor przedstawia.

W wyniku mamy «niezupełnie to» albo po jakości, albo w cenie. W większości wypadków Wam nawet zrzucą ceny na projektowe prace, żeby w dalszym ciągu z nadmiarem przywrócić swoje na sprzedażach wyposażenia. Z tej przyczyny my z Olegiem Naumenkom założyły w swoją godzinę firmę Sound Consulting. Nam jak inżynieram-projektodawcam zawsze chciało się maksymalnie upłynniać się w każdym projekcie, a nie iść na niemożliwe kompromisy pod presją brend-managerów. Zwyczajnie, z takim podejściem poważnego biznesu nie zrobisz. Natomiast możemy pozwolić sobie prawdziwy luksus po obecnym czasom − pracować sobie na radość, mieć niezależność osądów i obiektywizm.

Elektronowa poczta przynosi nam wystarczająco wiele listów, które można podzielić na trzy grupy. Jedne proszą nas zaprojektować studio albo dopomóc w tym. Inne ciekawią jakieś problematyczne teoretyczne pytania. A oto i typowy list z trzeciej grupy (ortograficzne błędy są skorygowane).

Dzień dobry!. Interesuję się studyjnym designe. Przeczytałem kilka razy książki Filipa Newella w redakcjiPana i artykule w internecie. Do mnie zwrócili się przyjaciele z prośbą pomóc w budownictwie studia. Zwyczajnie, godziłem się. Wykorzystując materiały artykułu Pana zaczęły remont pomieszczenia dla studia. Okleiły wszystko tworzywem piankowym i płytą gypsową, ale dźwięk kroków z drugiej kondygnacji stanął jeszcze bardziej słyszalny. Co robić? Może przybić jeszcze i ruberoid?

Sytuacja jest nie skomplikowana. Ktoś zdecydował zarobić na swoich przyjaciołach, «zaprojektowawszy» im studio. W lepszym wypadku ten «ktoś» zdecydował przeprowadzić akustyczny eksperyment kosztem przyjaciół. Pech tego figla był określony. A gdy zaistniały pierwsze odczuwalne na słuch problemy, zaczęła się panika. Ależ w książkach Newella (które rzekomo były przeczytane «kilka razy») czerwienną nicią przechodzi myśl: projektować studia muszą akustycy-praktycy, które specjalizują się na tym!

Czy trzeba odpowiadać na takie listy? Pytanie jest skomplikowane. Pewnego razu już sam fakt odpowiedzi było wykorzystano podobnym «projektantem» dla dowodu swojego związku do akustycznego designe przed swoim zleceniodawcą. Pomóc czymś bez wyjazdu na obiekt też jest niemożliwie, no nikt i nie zaprasza. Wreszcie, każdy sam musi ponosić odpowiedzialność za swoje zarozumialstwo, i za swoją nieodpowiedzialność.

Początek

U mnie zachował się pierwszy list od Sergiusza Morary z Mołdowy, który on napisał 25-go września 2007 roku.

Witam! Chcę budować studio. Powierzchnia ogólna 7 m na 6 m (kontrolny, wokalny pokoje i bawialnia). Potrzebna pomoc (rozmiary pokojów, geometria, akustyczna obróbka). Pomieszczenie będzie się budować «z zera». Dziękuję.

Фото 1

Przyznaję, za mało serio postrzegaliśmy ten list. Chodzi o to, że podczas budownictwa istnieją pewne koszty, suma których prawie nie zależy od rozmiarów studia: odautorski nadzór, okresowy wyjazd na obiekt projektodawcy, transportowe koszty i t.d. Dlatego jeśli niewielkie studio buduje się na pewnym oddaleniu, to jego koszt własny powiększa się o wiele odczuwalnie w porównaniu z dużym studiem. Decyzja tego problemu u nas na ten moment nie była, ale korespondencja trwała. Powiedzieliśmy Sergiuszowi, że do przyjęcia im ostatecznej decyzji z powodu współpracy z nami jemu by nie przeszkodziło popatrzeć jakieś nasze prace i posłuchać monitory Newella. Na ten moment właśnie kończyło się budownictwo studia na Obołoni w Kijowie i Sergiusz wywołał się przyjechać do nas.

Rankiem 9-go października Sergiusz był w Kijowie, przejechawszy w nocy na samochodzie z Mołdowy blisko 600 kilometrów. Mi to pryzpomniało mój własny «rajd samochodowy» do 1600 kilometrów, gdy w swoją godzinę jechałem do Sankt Petersburgu z Winnicy, żeby zapoznać się z Filipem Newellem… Sam fakt takiego przyjazdu bez słów podkreślał powagę zamiarów. Po przesłuchiwaniu monitorów Sergiusz na jakiś czas zaniemówił, a potem powiedział mi, że on ostatecznie postanowił budować studio. Żeby zacząć projektowanie, nam trzeba było obejrzeć pomieszczenie studia w miejscu i określić się z trybem organizacji prac.

Przed marzec 2008 roku pomieszczenia pod studio było praktycznie zbudowano. Poprzednio wysyłaliśmy Sergiuszowi początkowe kreślenia, poprosiwszy jego zwrócić szczególną uwagę na przywiązywanie i rozmiary drzwiowych i okiennych przecięci. I oto 27-go marca 2008 roku razem z Olegiem Naumenkom na jego samochodzie jechaliśmy w Anenii Noi.

A teraz my do was…

Фото 2

Tę podróż popamiętamy na długo. Zaczęło się z tego, że już przy wyjeździe z Kijowa wspomniałem, że zapomniałem paszport. Zdarzyło się powracać. Pierwsze 350 kilometrów po magistrale samochodowe Kijów-Odesa jechaliśmy beztrosko. Ale jak tylko zwróciliśmy z magistrali w prawo w stronę Mołdowy, stan drogi szorstko pogorszył się. «Megane» Olega w ciągu następnej setki kilometrów dotkliwie reagował na liczne wyboje i styki w drodze. Ale oto i granica. Oprócz nas nie ma nikogo. Załatwiwszy dokumenty i zapłaciwszy potrzebne zebrania na ukraińskim urzędzie celnym, jedziemy dalej. I już przez jakieś 200 metrów trafiamy do… przeszłości. Radziecka przeszłość.

Naddniestrzańska mołdawska republika. Naumyślnie piszę malutkimi literami, ponieważ to utworzenie nikim w świecie nie jest przyznano. Radziecka przeszłość przedstawiona była nam nie tylko formą radzieckiego wzoru na pogranicznikach, ale i grubością w przeplatankę z matem z boku ludzi, które w tę formę były ubrane. Za te półtorej godziny, które nas trzymały na punkcie przepuszczenia, mi nie raz chciało się wrócić wstecz. Humor u nas obu wyraźnie pogorszył się.

Ale punkt przepuszczenia jest już w przeszłości. Droga idzie w dolinę. Ale nie zdążyliśmy przejechać i trzysta metrów, jak tu − na bezludnej drodze − z za drzewa wyskakuje człowiek w milicyjnej formie i berłem stopuje nas. Po jego oczach widzę: chce pieniędzy (zresztą jak i wszystkie inne na punkcie przepuszczenia). Dalej − w przybliżeniu taki dialog:

  • Tam znak 50, a jechaliście 55. Musicie zapłacić karę.
  • Ile?
  • (nazywają się sumy w różnych walutach)
  • Mamy tylko ukraińskie…
  • Dawajcie 20.
  • U nas banknoty po 100…
  • Dawajcie 100.

Фото 3

Pojechaliśmy dalej. Szybko policzyłem, że przy takiej intensywności tego kompleksowego wymuszenia my już kilometrów przez dziesięć pozostaniemy bez kopiejki. Jakoś nie zauważonym pozostało nawet to, że droga pogorszyła się jeszcze więcej. Zaczynam przypatrywać się: mało kto jedzie po trasie szybciej aniżeli 50 km/godz. Wszędzie są ograniczające znaki, a kolejnego «człowieka z berłem» można czekać praktycznie zewsząd.

Tyraspol nam udało się objechać, ale do tego w jednym z wybojów nam «poszczęściło się» deformować dysk na prawym przednim kole. Przy podjeździe do Dniestru ilość «ludzi w formie» zrosła, a apoteozą zobaczonego stanęły zamaskowane siatką armaty i czołg, które były skierowane w stronę Mołdowy.

Gdyby mnie poprosiły scharaktaryzować społeczny stan na tym terytorium, to powiedziałem by jednym słowem: samowola. Ponieważ przeciwstawiać się impertynencji z boku miejscowych «ludzi w formie» praktycznie niemożliwie. A propos, dziwi i ilość tych ludzi, zwłaszcza na tle przemysłu, który rozwala się w tym regionie…

Przy wyjeździe z Naddniestrza nas znów za coś «karały»…

Фото 4

Po przechodzeniu ostatniego punktu przepuszczenia przejechaliśmy jeszcze w przybliżeniu 30 kilometrów i trafiły do Nowych Anenów. Mołdowa, w której przedtem nie byłem, przyjemnie zdziwiła. Zdziwiła życzliwymi i gościnnymi ludźmi, uprzejmością. Nie mogę powiedzieć, że ludzie tu żyją dużo, ale w pracowitości im dokładnie nie odmówisz.

Do naszego przyjazdu budowla studia już była zbudowana i nakryta dachem (zdjęcie 2). Wszystkie prace były dokonane bardzo porządnie. My z Olegiem Naumenkom przystąpili do przeglądu pomieszczenia i wymiarów w nim (zdjęcie 3).

Sergiusz coś pośpieszył z murowaniem ścian między oknami. Planowało się zasypywać pustki w blokach piaskiem, a same ściany między oknami dla wzmacniania izolacji dźwiękowej niskiej częstości zrobić «pływającymi». Ale, oczywiście, jeden jednego nie tak zrozumieliśmy, ponieważ tego zrobiono nie było. Poradziwszy się i uściśliwszy zadanie przyszłego studia, zdecydowaliśmy, że to nie jest krytycznie.

Фото 5

Po tym rozpatrzyliśmy organizacyjne pytania i plan budownictwa. Projektodawcą studia był Oleg Naumenko. Zwyczajnie, on również spełniał odautorski nadzór podczas budownictwa. Z reguły, z naszej strony bezpośrednio na budownictwie zawsze pracuje inżynier-technolog, ale oni oba były zajęte na budownictwie innych studiów. Dlatego zdecydowaliśmy zaryzykować i zrobić inaczej. Funkcje inżynier-technologa wziął na siebie Oleg Naumenko, przy czym kierownictwo budownictwem planowało się spełniać przez internet. Niewątpliwie, Olegowi trzeba było raz w dwa lub trzy tygodni przyjeżdżać na budownictwo i sprawdzać wszystko samemu. Porozumieliśmy się z Sergiuszem, że jeśli ta idea nie będzie czynna, zatrzymamy budownictwo i odnowimy jego tylko wówczas, gdy zwolni się inżynier-technolog. Ale mimo wszystko liczyliśmy na sukces: dane studio nie było zbyt skomplikowanym, dlatego szansa u nas była.

Tamtego dnia omówiliśmy i inne pytania: wentyłację, klimatyzację, komutację i inne. Sergiusz powiedział, że on nie ma kosztów na nabycie monitorów Newella, ale obowiązkowo będzie nabywał ich w następnym roku albo przez rok, dlatego on poprosił projektować studio od razu z uwzględnieniem tego monitorowego układu.

W tymże dniu powędrowaliśmy wstecz do Kijowa. W Naddniestrzu nas znów «karały»: za ciemne szkła, za nieobecność jakiegoś papierka… Do domu przyjechały już wśród nocy zupełnie wyczerpanymi.

Projektowanie i budownictwo

Przez dwa miesiący projekt był gotów. Dlatego słowo projektodawcy − Olegowi Naumenku.

Studio składało się z kontrolnego pokoju, niewielkiej sali tonowej (wokalnego pokoju), malutkiej bawialnii i węzła sanitarnego z prysznicową kabiną. Wysokość sufitów w studyjnych pomieszczeniach była 4 metrowie. Przy takiej wysokości sufitów lżejsze domagać się pięknej kontroli w diapazonie niskiej i niskiej średniej częstości. Oprócz tego, lżejsze było wpisać do projektu przewody powietrzne układu wentyłacji i klimatyzacji. Sutereny pod studiem nie było, dlatego nie było ograniczeń za wagą stosowanych konstrukcji. Miejscowość wokół budowli studia była cichą, dlatego nie było potrzeby w wzmacnianiu izolacji dźwiękowej.

Фото 6

Kontrolny pokój miał rozmiary 6 metrów szerokością i 4,5 w głąb, czyli najpierw (do akustycznej obróbki) jej plac był 27 kwadratowych metrów. Jeśli mówić na ogół o kontrolne pokoje stereo formatu, to «złotym przecięciem» jest pomieszczenie placem od 30 do 50 kwadratowych metrów. Czym mniejszy jest plac pomieszczenia, tym skomplikowane domagać się kontroli niskiej częstości, to znaczy i skomplikowane robić projekt. Jeśli pomieszczenie jest więcej 50 kwadratowych metrów, a odległość od monitorów do pozycji przesłuchiwania przekracza 5 metrów, w tym wypadku monitorowe układy muszą rozwijać taki poziom dźwiękowej presji (dla zabezpieczenia potrzebnej dźwiękowej presji w pozycji inżyniera dźwięku), gdy już zaczyna się zarysowywać efekt nieliniowości samego powietrza.

Jeśli przedłużyć rozmowę o rozmiary kontrolnych pokojów, trzeba wyróżnić następne. Minimalna szerokość kontrolnego pokoju jest 4,5 metrowie. Lepiej − od 6 do 8 metrów. Wysokość sufitu − od 3 metrów i powyżej. Najbardziej praktyczną jest wysokość 4-5 metrów. A propos, nie projektujemy kontrolne pokoje w pomieszczeniach z wysokością sufitu mniej trzech metrów, ponieważ nawet po minimalnej akustycznej obróbce (bez uwzględnienia izolacji dźwiękowej) w wyniku wysokość sufitu będzie w przybliżeniu 210-215 centymetrów, czyli praktycznie równo z wysokością drzwi. Cóż do głębi kontrolnego pokoju, to 4,5-5 metrów jest całkiem rozumna odległość. Jeśli planuje się cokolwiek za grzbietem inżyniera dźwięku, na przykład, kanapa dla gości, ta odległość może być większą.

Rozmiary kontrolnego pokoju w Mołdowie praktycznie odpowiadały wymaganiom.

Sala tonowa w danym studiie była niewielką, blisko 11 kwadratowych metrów. Nasze zadanie było domagać się w niej neutralnej akustyki, która by podchodziła dla zapisu wokalistyki, dętych i strunowych instrumentów. Wątpliwe czy w takiej sali tonowej można nagrywać grupy rockowe, to znaczy odpada konieczność w zapisie bębnów i kombo, czyli sygnałów z dużym poziomem i/albo które brzmią w diapazonie niskiej częstości. Z tej przyczyny jeszcze na samym początku zdecydowaliśmy nie przerabiać ściany między oknami dla wypełnienia ich piaskiem.

Wyposażenie układu wentyłacji i klimatyzacji zdecydowano było rozmieścić pod sufitem w bawialnii. Po pierwsze, chciało się wynieść hałaśliwe wyposażenie za granice studyjnych pomieszczeni; po drugie, dwie ściany bawialnii były zewnętrznymi, co było wygodnie dla torowania przewodów powietrznych systemów wentylacyjnych; po trzecie, w bawialnii nie jest potrzebny sufit wysokością 3,5 metrów, dlatego rozmieszczenie wyposażenia pod nim było bardzo trafnie. Ustawienie planowało się przasłonić podwieszonym sufitem, co zapewniło by dostęp do niego dla obsługi. Jednak później zdecydowano było wykorzystać kanalny klimatyzator Fujitsu z dwoma obwodami, który by w bawialnii w żaden sposób nie umieścił się. Sergiusz zdecydował rozmieścić jego nad sufitem, pod dachem domu, gdzie dla takiego agregatu było wiele wolnego miejsca. Zabiegając naprzód powiem, że wentyłacja pomieszczeni okazała się absolutnie bezszelestną.

Jak już było zaznaczono powyżej, zaryzykowaliśmy i spróbowaliśmy zapewnić kontrolę za budownictwem za pomocą internetu. Za pomocą elektronowej poczty i programu Skype z Sergiuszem byliśmy stale na związku. W listach albo za pomocą internetu objaśniałem jemu, co i jak właśnie trzeba robić, a on regularnie wysyłał mi zdjęcia budowanego studia. Wszystko składało się zadziwiająco umiejętnie. Ale naprawdę zdziwiło nas nawet nie to, a tempo i jakość pracy budowniczych. Takiego u nas jeszcze rzeczywiście nie było. Na przykład, jednego dnia wyjaśniłem Sergiuszowi, jak robić wewnętrzne studyjne izolowane drzwi. Przeszło blisko 3-4 godzin. Telefonuje Sergiusz:

  • Oleg, drzwi już zrobiliśmy.
  • Pokaż zdjęcie.
  • Oto, trzymaj..
  • Sądząc z jej, wszystko jest poprawnie.
  • Co nam robić dalej?
  • Jak co? Drzwi, zwyczajnie… będziemy przecież miały pięć drzwi.
  • Zrobiliśmy już wszystkie pięć.
  • Co? Nie może tego być!!
  • Dlaczego? Oto foto…

Dla sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że kierownictwo budownictwem po internecie odejmuje masę czasu. Czasami godzinami należy objaśniać te, co w miejscu można pokazać za liczone minuty. Ale mimo wszystko wszystkiego po internecie nie wyjaśnisz. Dlatego w przybliżeniu raz w trzy tygodnie jeździłem w Mołdowę, zwłaszcza gdy planowały się jakieś odpowiedzialne prace. Na przykład, montaż i ustalanie korpusów monitorowych układów, nastawiania pułapek niskiej częstości.

Фото 8

Gdy było zrobiono już więcej połowy pracy, Sergiusz powiedział mi, że on gotów nabywać monitory Newella (Reflexion Arts 239). Krawczenko w ten czas właśnie zakończył projekt jednego ciekawego studia pod Kijowem, właściciel którego też zamierzał nabywać analogiczny monitorowy układ, dlatego zdecydowaliśmy zjednoczyć te dwa zamówienia do jednego. Ale nasze plany dużo w czym połamał kolejny finansowy kryzys. Kilka razy pieniądze nie dochodziły do adresata i powracały wstecz, pojawiły się problemy z nabyciem akcesoriów montażowych, nasilały się celne procedury jak w krajach Europy, tak i w Ukrainie. Studio już było skończone, ale monitorów nie było i Sergiusz kilka miesięcy pracował tylko na monitorach pobliskiego pola. Monitory systemy RA239 pojawiły się u nas tylko w środku stycznia. O to, co było dalej, znów opowie Aleksander…

Urodziny studia

23-go stycznia wieczorem mi zadzwoniły i powiedziały, że monitorowy układ jest już w Kijowie. Dodatkowa zwłoka zdarzyła się jeszcze i przez to, że praktycznie trafiliśmy w «pasmo świąt» długością około miesiąca. 26-go zabrałem monitory, a już 27-go rano Sergiusz Moraru razem ze swoim przyjacielem był u mnie. Porozumieliśmy się, że przyjedziemy razem z Olegiem do ich 2-go lutego wieczorem. Na ustalanie i nastawianie monitorów sobie odprowadziliśmy dwa dni: 3 i 4 lutego.

Podczas budownictwa studia do Mołdowy nie przyjeżdżałem, dlatego sporo zdziwił się zobaczonemu. Wszystko było zrobiono bardzo porządnie, po domowemu. Ustalanie monitorowego układu zaczęliśmy z samego ranka, a już pod wieczór układ «odżył» (zdjęcie 4). Jak zawsze, za pomocą testowych szumów. Oleg kilka godzin czarował z wymiarami, potem poszliśmy odpoczywać.

Фото 9

Następnego dnia musimy były nastroić układ. Oprócz tego, Sergiusz zawiadomił nas, że w tym dniu z Kiszyniowa do nas przyjadą goście, najbardziej szacowne inżyniery dźwięku Mołdowy. Zostawiliśmy na noc monitorowy układ włączonym i uruchomiły «po kółku» muzyczny program pomieszany z «różowym» szumem na poziomie blisko 85-95 decybełów. To jest potrzebna procedura, ponieważ do nastawiania monitorów można przystępować tylko potem, jak głośniki dosztukują się jak należy.

Do obiadu następnego dnia monitorowy układ został nastawiony (zdjęcie 5). Pierwszą kompozycją, którą posłuchaliśmy na już uregulowanym układowi, była piosenka «La Lettre» z francuskiego albumu Lari Fabian. Świetny sound! Oszałamiające detalizowanie!! A jakie «powietrze»!!! Oto już prawie trzynaście lat pracuję z monitorami Newella, a świeżość odczuć przy ich przesłuchiwaniu nie stępia… To jest coś!

Na obołońskim studiie w Kijowie często mam możliwość porównywać brzmienie tych monitorów z bardzo pięknymi monitorami ATC SCM20. Tak, w niektórych kompozycjach oni brzmią bardzo blisko, ale w innych… To jest też same, co porównywać dwuwymiarowy i trójwymiarowy obszar. I sprawa tu nie tylko w bardziej szerokim diapazonie częstości monitorów Newella. Oni są rzeczywiście na tryb bardziej informatywne jakiegokolwiek monitorowego układu z którym mi należało mieć do czynienia. Wyjątek − monitory Chidleya/Kinoszyti, ale to jest całkiem inna historia.

Po obiedzie z Olegiem wyszliśmy na parę godzinek pospacerować, żeby choć popatrzeć miasteczko, w którym zbudowaliśmy studio. Potem «świeżymi» uszami jeszcze raz osłuchały monitory. Wszystko było dobrze (jak zresztą i zawsze). Zdziwiła równa i przekonywająca praca łączniku monitory/kontrolny pokój w diapazonie niskiej częstości. Mimo wszystko przy wysokim suficie kontrolować tę częstość jest znacznie lżej.

Фото 10

A wieczorem do nas przyjechały kolegi, inżyniery dźwięku z Kiszyniowa: Sergiusz Mustiace, Jona Kacer, Sergiusz Tiake, Igor Mazurow i Wiktor Rusu. Planowaliśmy opowiedzieć o studiie i monitorowym układzie, zademonstrować go możliwości. Ale wszystko odbyło się zupełnie nie tak, jak oczekiwaliśmy. Przez jakąś minutę goście już gospodarowały w kontrolnym pokoju, a my razem z właścicielem studia cicho staliśmy w kąciku (zdjęcie 6). Od strony to czymś przypominało inspektorskie sprawdzenie. Najpierw był uruchomiony sweep-ton, potem jeszcze jakieś testowe sygnały. Po tym ktoś z przybyłych zaczął stawiać swoje prace, a to było samym ciekawym − można powiedzieć, zwrotnym − momentem. Mi było ciekawe obserwować, jak zmieniają się ich oblicza. Praktycznie wszyscy oni usłyszeli w swoich zapisach dużo nowego, o co oni przedtem i nie domyślały się. Na żal, nie zawsze to nowe było przyjemnym, ale właśnie dla tego i potrzebne są monitory z wysokiej rozdzielnością.

Lód zaczynał tajać, atmosfera stawała się bardziej ciepłą. A czego w ogóle nie oczekiwałem, tak tego, że cały ten zespół inżynierów dźwięku wprost naraz zacznie miksować jakąś wielokanałową kompozycję! Ta bezpośredniość rozbrajała! Wszystkich ciekawiło, jak monitorowy układ będzie reagować na cienkie korekty ekwalizera albo kompresora…

Z Olegiem odeszliśmy na pół godziny zjeść kolację i zbierać się w powrotną drogę. Gdy wróciliśmy, w studiie była naprawdę przyjacielska atmosfera (zdjęcie 7). Czasu zostawało się za mało. Z Olegiem krótko opowiedzieliśmy o monitorach, zademonstrowaliśmy ich możliwości, odpowiedzieliśmy na szereg ciekawych pytań. Potem była wymiana numerami telefonów, wizytówkami i t.d. A przez jeszcze kilka minut w podnieconym nastroju już jechaliśmy do domu.

Posłowie

Czym jest widoczną to studio osobiście dla mnie? Chodzi o to, że historia jej budownictwa jest dużo w czym podobna z moją historią budownictwa studia w Winnicy w 1996 roku. Oba studia były pierwszymi studiami takiego poziomu w swoich krajach − Ukrainie i Mołdowie. Obie są zbudowane nie w stołecznych miastach − Kijowie i Kiszyniowie, a «na peryferii», co w niektórym sensie postrzegało się jak wezwanie muzycznemu społeczeństwu i sformowanym stereotypom. Dla tego, żeby zapoznać się, posłuchać monitory i porozumieć się o projektowanie Sergiusz Moraru jechał samochodem z Kiszyniowa do Kijowa, jak i ja w swoją godzinę z Winnicy do Sankt Petersburga. Obserwując za budownictwem studia w Mołdowie wspominałem ten entuzjazm, z którym budowało się studio w Winnice. Oni rzeczywiście ma dużo wspólnego.

Фото 11

Przyznamy, byliśmy przyjemnie zdziwione stanem muzycznego życia w Mołdowie. Tu są bardzo dużo ciekawych grup i wykonawców, które pracują w samych różnych stylach. Przy czym wszystkie mają obecny niepowtarzalny narodowy koloryt i oszałamiającą energetykę. To tym więcej nadaje nam pewności, że u tego studia będzie wiele pracy, że z jej urodzeniem pojawiła się możliwość dla nowego jakościowego skoku w industrii nagrania tego kraju.

A tymczasem Sergiusz Moraru już zaczął myśleć o dobudowywanie studia. W szczególności, w przyszłości on chce zbudować dużą salę tonową z sufitem wysokością 5-6 metrów, co znacznie poszerzy możliwości studia. Tak co, ta historia będzie mieć kontynuację?

Tłumaczenie z rosyjskiego – Andrzey Baszmakow

«Шоу-Мастер», №56 (1-2009)

Popularity: 6% [?]

Share this Page:
Digg Google Bookmarks reddit Mixx StumbleUpon Technorati Yahoo! Buzz DesignFloat Delicious BlinkList Furl

Comments are closed.